Krótka aktualizacja noworoczna

No i nowy rok za nami! Sobie i Wam życzę kolejnego ciekawego roku, pełnego przygód i spełnionych marzeń!

Kilka tygodni urlopu, które przez nawał pracy w poprzedzającym je miesiącu nadeszły trochę niespodziewanie, chciałem wykorzystać na dopięcie kilku palących spraw na wyprawę… Do dziś powinienem był złożyć zamówienie na rower, załatwić domenę dla bloga, przygotować korespondencję dla patronatów.. Okazało się jednak, że grudniowe święta spędziłem na wsi u dziadków, gdzie dostępu do internetu po prostu nie ma. Jakże ciekawe jest spostrzeżenie w takich warunkach (bądź co bądź komfortowych), ilu rzeczy nie da się załatwić bez internetu gdy mieszka się gdzieś za górką, która odcina nawet dostęp do telefonu komórkowego. Wygód tam akurat nie brakowało, Gaj jest oddalony dwadzieścia minut drogi od najbliższego miasta, ale zabawne było wychodzić w mrozie na spacer by łapać internet i czekać długie minuty na załadowanie czegoś tak prostego jak rozkład jazdy pociągów. Ciekawi mnie to o tyle, o ile będę chciał korzystać z dobrodziejstw takich serwisów jak Warmshowers lub Couchsurfing. Wjeżdżać do dużych miast specjalnie nie chcę, a po wsiach szukać zarówno kafejek (jeśli coś takiego jeszcze istnieje) jak i osób akurat mających na nich konta może być trudno. Mam nadzieję, że uda się polegać prawie wyłącznie na namiocie.

Tak więc teraz, korzystając z tego, że z powodu przeziębienia wróciłem z Sylwestra chwilę wcześniej, niż planowałem, siedzę do późnych nocy nad otwartymi sprawami, piszę szkice Ważnych Listów, i odhaczam kolejne puste miejsca na kolejnych Listach Rzeczy Do Zrobienia.

Przed świętami bardzo się ucieszyłem z odebrania jeszcze ciepłego śpiwora  (dosłownie i  w przenośni, oby taki pozostał!), z bardzo pozytywną pomocą pana Wojtka z gdyńskiego Cumulusa (wielkie dzięki!). Pierwsze spotkanie z workiem, który stanie się moim łóżkiem na wiele miesięcy, było lekko przerażające. Śpiwór czekał w worku do przechowywania w domu w stanie rozprężonym (w celu ochrony puchu), który ma wielkość stołu do rąbania kości w mięsnym. Rozłożony jest oczywiście jeszcze bardziej imponujący jeśli chodzi o objętość, ale to już dobry znak. Dobrze, że pomimo chlapy w Wigilię, następnego dnia po niej przyszły do nas siarczyste mrozy, w których po prostu musiałem się przespać na zewnątrz pomimo protestów kilku przerażonych osób. Test udał się połowicznie. Z braku właściwego materaca pod ręką musiałem użyć starszego, z którego po kilku godzinach zeszło powietrze i chłód zaczął przenikać od betonu pod nim. Dopóki to nie nastąpiło, zapięty pod szyję, w ciepłej bieliźnie, spałem komfortowo przy świetle gwiazd skrzących się przy temperaturze -10 stopni. Nigdy wcześniej nie miałem takiej możliwości, więc byłem pod naprawdę ogromnym wrażeniem tego, jak ciepło mi było. Teraz nie mogę się doczekać możliwości zabrania sprzętu jakoś niedługo w Góry Izerskie, licząc, że chociaż gdzieś tam jeszcze uda się złapać mróz w nadchodzącym miesiącu – w końcu jest to jeden z polskich biegunów zimna!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *