Kirgistan po raz drugi – nie ostatni?

Mi akurat do Kirgistanu chciało się wracać. Nie jest idealny, ale dla gościa z rowerem jest tu wszystko, czego potrzeba. Zaczyna się czerwiec, jestem w Kirgistanie, w tym samym Kirgistanie, co pół roku wcześniej. Na karku mam dwóch przybyszów z Polski i stoję przed zadaniem takiego wyłuskania fajnych miejsc, by

Czytaj dalej

Wszędzie dobrze, ale… w Kirgistanie najlepiej

… w Kirgistanie najlepiej. Zanim nie wrócę do Pamiru. Pożegnałem się z Laosem i Wietnamem. I Tajlandią też. Pięćdziesięciostopniowe upały nie pomagały w tym, by to pożegnanie poszło lekko. Ilekroć nocuję w którymś z pensjonatów – pustych o tej gorącej porze roku – panie dziwią się, że tu przyjechałem. Teraz

Czytaj dalej

Kirgiskie Śródziemie

No więc tak. Wyjechaliśmy z Pamiru. Wydawało nam się, że wszystko to, co najtrudniejsze i zarazem najpiękniejsze, jest już za nami. Z chwilą przekroczenia kirgiskiej granicy i nieodwołalnego zjazdu z czterokilometrowych wyżyn, równie nieodwołalnie zamknąłem górski rozdział podróży. A tak przynajmniej jeszcze mi się wówczas wydawało. Bowiem w euforii przeżycia

Czytaj dalej

W cieniu wielkiej góry. Kirgistan

Na jednym horyzoncie – dalszym, północnym – majaczą wysokie góry, wyłaniające się z mgły zza brzegu jeziora Issyk-Kul. Za nimi jest już Kazachstan. Na drugim – bliższym, widocznym za przycupniętymi do ziemi, niedużymi rosyjskimi domkami i zachwaszczonymi parkami – drugi łańcuch, znaczący początek właściwego masywu Tien Szan, z granicznym siedmiotysięcznikiem

Czytaj dalej