Słów kilka o końcu podróży. Gdy po Słowacji Polska przyszła

Niespodzianka przyjazdu Do Polski było cały czas przyjemnie daleko – aż nagle – niespodzianka! – po półtora roku, daleko być przestało. A fajna jest świadomość, że przede mną rozpościerają się jeszcze tysiące kilometrów, które niespiesznie przemierzę i podejrzę na rowerze. I gdy tysiące zamieniają się najpierw w setki, a te

Czytaj dalej

Zapomniane notatki z Iranu

Z zakamarków dzienników, jak niespodzianki, wyciągam wiele szczegółów z tamtego miesiąca w Iranie, których już zwyczajnie nie pamiętam. I dziwię się teraz jednocześnie, że tak duży wpływ na moje późniejsze odczucia z tygodni spędzonych w tamtym kraju miało kilka zdarzeń z pierwszych dni – bo tak się jakoś zawsze musi

Czytaj dalej

Gdzie ci rowerzyści? Nie na Węgrzech.

Nie na Węgrzech! Na Węgrzech nie było obcych ludzi. I było bardzo cicho. Poza miejscowymi, nie kursowali już przez nie turyści. Tak jak Mierzeja Wiślana jest najfajniejsza po sezonie, gdy z powrotem zamienia się w senną, rybacką krainę, tak węgierskie kurorty nad Balatonem były fajne właśnie dlatego, że nikogo w

Czytaj dalej

Skryta Czarnogóra

Nie wiedzieć czemu, ze wszystkich krajów, które odwiedziliśmy na Bałkanach, Louise najbardziej nie mogła doczekać się nadchodzącej Czarnogóry. Było w tym sporo rywalizacji z siostrą bliźniaczką, która już tam wcześniej zajrzała. Dlatego nie było mowy o ominięciu poleconego przez nią nadmorskiego Kotoru, pięknego zabytkowym starym miastem oraz górującą nad nim

Czytaj dalej

Bośnie i Hercegowiny

Przez tych kilka dni, które spędziłem w środku Europy, krajobraz i kultury zmieniały się jak w kalejdoskopie. Choć byłem w jednym kraju, co dzień, co dwa, miałem wrażenie, że przemieszczam się między strefami, które udają, że się nie znają i nie widzą. Tyle było Bośni i Hercegowin, ile razy skręcałem

Czytaj dalej

Ostatnia bałkańska prosta

Po półtora roku w drodze – i nieuchronnym powrocie do Europy, zadaję sobie pytanie – czy po tym wszystkim, co już widziałem, Europa może jeszcze mnie zachwycić? Po dwudziestu tysiącach kilometrów, które tyknęły gdzieś trochę donośniej od nieokrągłych poprzednich tysięcy, wyobrażałem sobie, że ostatnie tygodnie w Europie będą jakąś formalnością,

Czytaj dalej

Uzbekistan w wersji light – tadżycki Khatlon

Gdy masz miesiąc na podróż rowerem w Tadżykistanie – jedziesz do Pamiru. Może nawet czasu na styk wystarczy. Ale co zrobić, jak masz szczęście – i trafia Ci się drugi miesiąc, a nie chcesz całego spędzić w tym nużącym, oklepanym Pamirze? A jeśli jeszcze na dodatek, z perwersyjną przyjemnością, wspominasz

Czytaj dalej

Pożegnanie z Pamirem – Dolina Szokdary

uPrzyszedł czas, by się pożegnać z Pamirem na dłużej. W przeciągu niecałego roku udało mi się wrócić tu po raz drugi, i jeśli nie najmę się jako kierowca chińskiej ciężarówki lub przewodnik turystyczny po Centralnej Azji, mała szanas, bym tu kiedyś w przyszłości wracał z taką samą częstotliwością. Gdy moja

Czytaj dalej

Misja w dolinie Bartang

  Nie – nie jest zabójczo piękna. Nie przebije mojego zachwytu nad wielkimi przestrzeniami unoszącymi się nad nią, a których nie da się wepchnąć w ciasny gorset górskiej doliny. Ale jest trudno dostępna, co ma swój inny urok. Dolina Bartang. U wylotu zaczyna być równie nużąca, jak dolina wielkiego Pandżu,

Czytaj dalej

Kirgistan po raz drugi – nie ostatni?

Mi akurat do Kirgistanu chciało się wracać. Nie jest idealny, ale dla gościa z rowerem jest tu wszystko, czego potrzeba. Zaczyna się czerwiec, jestem w Kirgistanie, w tym samym Kirgistanie, co pół roku wcześniej. Na karku mam dwóch przybyszów z Polski i stoję przed zadaniem takiego wyłuskania fajnych miejsc, by

Czytaj dalej